Reżyserka misterium: Idziemy krok dalej, aż do Zesłania Ducha Świętego

Reżyserka misterium: Idziemy krok dalej, aż do Zesłania Ducha Świętego

Kategoria

23 marca 2018


– Tegoroczne Misterium Męki Pańskiej jest równocześnie opowieścią o nas. Bo my też często nie rozumiemy Pana Boga. Jego wkraczanie w naszą rzeczywistość przekracza nasze rozumienie – opowiada Mariola Ciesielska, reżyserka i autorka scenariusza.


Tytuł tegorocznego, XVIII Misterium Męki Pańskiej w fordońskiej Dolinie Śmierci, to „Nie zostawię was”.

W Roku Ducha Świętego chcieliśmy pokazać właśnie Jego, a ponieważ to bardzo trudne, sięgnęliśmy po słowa Pana Jezusa, które wypowiedział do apostołów jeszcze, kiedy był na ziemi. Odwołujemy się w tym miejscu do Ewangelii wg Św. Jana (rozdział 14, werset 18), czyli dokładnie słów: „Nie zostawię was sierotami”. Pan Jezus tłumaczył apostołom, że jeszcze chwila, a już Go nie będzie. Trochę tak, jak rodzice tłumaczą dzieciom trudne sprawy. Mówił im, co się wydarzy i że jak to się stanie, to nie będą sami. „Dam wam Mojego Ducha, który będzie z wami zawsze” – obiecywał.

Ale oni na początku zupełnie nic z tego nie rozumieli.

Dlatego ta historia jest też opowieścią o nas. Bo my też często nie rozumiemy Pana Boga. Jego wkraczanie w naszą rzeczywistość przekracza nasze rozumienie. Z czasem, gdy otrzymujemy Ducha Świętego, zaczynamy rozumieć.

Nie ma w tym roku sceny współczesnej, więc poziom trudności wzrasta.

Łatwiej było ze sceną współczesną, która bardziej przystawała do naszej rzeczywistości, jednak mam ogromną prośbę, by przebić się przez historyczność, by nie patrzeć na misterium jak na bajkę, opowiadanko o zamierzchłych czasach, tylko coś, co się dzieje tu i teraz. Postacią historyczną, która nas podprowadza do zmiany myślenia jest Zacheusz.

To człowiek, który mieszkał w Jerychu, przełożony celników.

Był niewyobrażalnie bogaty, dorabiał się na kantowaniu swoich pobratymców. Celników traktowano w Izraelu jak wyrzutków społeczeństwa, bo sprzymierzyli się z najeźdźcami, czyli z Rzymem. Bardzo często nadużywali swojej władzy. Rzym z góry pobierał na cały rok opłatę podatkową, a potem celnik się martwił, jak to sobie odbić, oczywiście z górką. Kto był bardziej obrotny, ten miał tę górkę większą.

Nie wiemy dokładnie, jaki był Zacheusz. Może był porządnym człowiekiem, ale na pewno był pogardzany, nie był wpuszczany do synagogi. Pobożni Żydzi się z nim nie trzymali.

Bardzo chciał zobaczyć Jezusa.

Wszyscy z jego rodziny pukali się w czoło. „Zwariowałeś, stracisz swoją pozycję”- mówili. To samo dzieje się dziś w świecie. Ludzie mówią „nie idź do kościoła, nie idź za Chrystusem, bo stracisz swoją pozycję, stracisz w oczach ludzi; bądź religijnym człowiekiem, ale w domu, nie wygłupiaj się”. Zacheusz wlazł na drzewo z nadzieją, że sobie popatrzy na Jezusa, posłucha Go. Był niskiego wzrostu, więc nie mógł się przebić przez tłumy. Ale też miał taką nadzieję, że trochę anonimowo będzie Jezusa podglądał.

To też jest często pragnienie naszych serc – że my tak trochę, gdzieś tam po cichu, żeby nikt nie wiedział, staniemy w krużgankach, może wybierzemy się do innego kościoła. Zacheusz też chciał trochę tak pofunkcjonować, ale się nie udało. Jezus zrobił mu taki numer, że poszedł pod drzewo i powiedział do niego po imieniu: „Zacheuszu zejdź szybko, bo muszę dziś być w twoim domu”. Te słowa zmieniły jego myślenie. Zacheusz zaprosił Jezusa.

Czasem Pan Bóg też wchodzi mocno w nasze życie i mówi: dzisiaj, teraz, już… I ja albo z tego drzewa zejdę, albo nie.

Zacheusz zszedł.

Ludzie byli oburzeni – że Pan Jezus taki święty człowiek, a idzie do Zacheusza, choć przecież wie, kim on jest. Ostatecznie jednak przecież tam się dokonuje coś niesamowitego, na co wielu ludzi nie byłoby stać, nawet tych pobożnych. Zacheusz zdecydował się oddać połowę majątku biednym – to była rzecz niewyobrażalna. Poza tym tym, których skrzywdził, obiecał oddać poczwórnie. W prawie izraelskim skrzywdzonemu oddawało się podwójnie, więc Zacheusz przekroczył prawo. Otworzyły mu się oczy i postanowił pójść za Jezusem. To też się spotkało ze sprzeciwem jego pobratymców. „Dobra, rozdałeś majątek, ale nie przesadzaj” – mówili. Tak samo, jak mówi dziś współczesny świat: „dobra, chodzisz do kościoła, ale nie bądź taki święty”. Zacheusz był tu radykalny.

W misterium Zacheusz spotyka się z uzdrowionym Bartymeuszem.

Niewidomym od urodzenia, który darł się wniebogłosy. Ludzie go uciszali, on jeszcze głośniej krzyczał. Spotkali się we dwójkę i mówili, co im Jezus uczynił – jeden opowiadał o uzdrowieniu ciała, swojej ślepoty, drugi – o uzdrowieniu duszy, I nawiązała się między nimi relacja braterska. Odkryli, że przez to, co Pan Bóg im zrobił, są braćmi. Trochę też znak dla nas – mamy odkryć, że w życiu każdego z nas Pan Bóg czyni różne rzeczy. My często patrzymy tylko na swoje, a nie widzimy drugiego człowieka – nie widzimy w nim brata, a przecież wszyscy jesteśmy braćmi ze względu na Pana Jezusa.

Oni wchodzą w historię, znaną z Ewangelii.

Jest Ostatnia Wieczerza, Ogrójec, sąd, biczowanie, śmierć na krzyżu. Bartymeusz z Zachariaszem pojawiają się w Wieczerniku i są tymi ludźmi, którzy mówią do uczniów – „my mamy nadzieję”. Apostołowie już jej nie mają, a wydawało się, że powinni mieć, bo przecież najdłużej słuchali Chrystusa. Ci dwaj jednak mają głębsze spojrzenie. Sami o sobie mówią, że niedawno, przed chwilą się nawrócili i uwierzyli Chrystusowi. Mówią też, że coś się musi wydarzyć, że to nie może być koniec. Uczniowie powinni odczytywać to z zapowiedzi Chrystusa, ale nie widzą, są ślepi.

To też jest czasem, że ludzie – jak Zacheusz czy Bartymeusz, których oceniamy zewnętrznie, że nie są święci, widzą dalej i głębiej. Są dla nas wyrzutem, że widzą Chrystusa tam, gdzie my już nie widzimy.

Ci dwa mają rację.

Śmierć Chrystusa to nie koniec. My w tym roku idziemy jeszcze krok dalej – aż do Zesłania Ducha Świętego. To też jest trudne, bo jak pokazać wiatr i języki ognia nad głową? Mamy nadzieję, że uda nam się to pokazać poprzez modlitwę, muzykę – moment, w którym przychodzi Duch Święty. Przychodzi i przemienia apostołów w odważnych wojowników, którzy nie boją się w wyjść i powiedzieć: „Jezus Chrystus, którego ukrzyżowaliście zmartwychwstał i dał nam swojego Ducha”. To jest dla nas zaproszenie, że tam gdzie Pan Bóg posyła Ducha, tam nie ma lęku. Trzeba dać się tylko Panu Bogu prowadzić w Duchu Świętym.

Na koniec jeszcze raz pojawia się Pan Jezus.

Zapraszam, żeby się wsłuchać w Jego Słowo. To już nie będzie Słowo z Ewangelii, tylko to, co mówi Pan Jezus konkretnie do nas teraz.

Zapraszamy na XVIII Misterium Męki Pańskiej pt. „Nie zostawię was” w Niedzielę Palmową (25 marca) do fordońskiej Doliny Śmierci, przy ul. Bołtucia 5, na godz. 16.00 i 20.00.